Kielecki sąd maksymalnie zaostrzył wyrok w głośnej sprawie o okrutne metody hodowli koni w Kornicy koło Końskich i skazał Anglika Stephena Drew na więzienie. Ustalenia procesu są wstrząsające. Jak zeznawała lekarka weterynarz "konie były tak osłabione, że nie broniły się przed śmiercią. Kładły się i umierały...."
Za znęcanie się nad końmi Anglik Stephen Drew ma spędzić rok w więzieniu - to maksymalna kara jaką przewiduje ustawa o ochronie zwierząt. W tej sprawie nie mogła być inna. - Oskarżony nie jest osobą, która działała w błędzie czy która nie posiadała umiejętności potrzebnych do hodowli zwierząt. Ale osobą która z premedytacją chcąc osiągnąć własne korzyści [ wyhodować silne i wytrzymałe zwierzęta które miały brać udział w wyścigach długodystansowych - red] naraził je na niewyobrażalne cierpienie - podkreślała sędzia Alina Bojara uzasadniając zaostrzenie wyroku pierwszej instancji, który skazał Anglika na karę w zawieszeniu.
Okrutna hodowlę Stephen Drew wraz z pochodzącą z Krakowa Ewą Kozik prowadził najpierw w okolicach Łodzi, latem 2005 roku przeniósł ją do Kornicy w powiecie koneckim. Była to tzw. hodowla bezstajenna - w systemie naturalnym, mająca sprawić, by zwierzęta stały się wytrzymałe i odporne. Takie metody są dozwolone, ale hodowca musi zapewnić zwierzętom ochronę przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi oraz stały dostęp do wody i żywności. W Kornicy tak nie było. Stephen Drew karmił zwierzęta sporadycznie, nie dawał im wody bo twierdził, że mają być całkiem niezależne od pomocy człowieka, a zimą konie same muszą wykopywać sobie pokarm spod śniegu.
- Zostały zmuszone do zachowań których nigdy nie podjęłyby się zwierzęta dostające pokarm i wodę. Te zmuszone były do poszukiwania pod śniegiem fragmentów traw, zmuszone do tego, że piły ścieki komunalne. W efekcie konie były odwodnione, wycieńczone, z zanikiem mięśni, wiele z nich nie mogło chodzić - podkreśliła sędzia Bojara.
Skutki metod stosowanych przez Anglika były tragiczne - z wycieńczenia padło co najmniej sześć koni, osiem innych z liczącej 26 zwierząt hodowli było skrajnie wyczerpanych.
- Znamienne jest jak bardzo na te cierpienia i krzywdy odporny był oskarżony - zaznaczyła sędzia.
Bo Stephen Drew ignorował wszelkie reakcje ludzi dotyczące stanu koni, odmawiał przyjęcia pomocy i pokarmu dla koni a potem już przed sądem w żadnej mierze nie wyraził skruchy tylko skoncentrował się na poszukiwaniu spisku osób które zaprowadziły go na ławę oskarżonych. Jego obrońca w apelacji podkreślał, że w tej sprawie nie można mówić o znęcaniu ale o "błędzie w sztuce hodowlanej polegającym na nie uwzględnieniu realiów polskiej zimy".
Cierpienia koni z Kornicy przerwała w marcu 2006 roku Karina Schwerzler z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Powiadomiła burmistrza Końskich i powiatowego inspektora weterynarii, a w połowie miesiąca działacze TOnZ odebrali konie właścicielom i przetransportowali do stajni gdzie zapewniono im fachową opiekę weterynaryjną, żywność i wodę.
- Marzyliśmy o takim wyroku, tak surowe kary za znęcanie się nad zwierzętami zdarzają się bardzo rzadko - powiedziała wczoraj dziennikarzom Karina Schwerzler. Wyrok w części dotyczącej Stephena Drew jest prawomocny, co do Ewy Kozik skazanej w pierwszej instancji na dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu, proces trzeba będzie powtórzyć. Kobieta zajmowała się bowiem głownie sprawami administracyjnymi i większość czasu przebywała w Krakowie, dlatego trzeba ustalić dokładnie z jaką częstotliwością przyjeżdżała do Korincy i ocenić czy wiedziała że konie są w tak złym stanie, a jeśli tak to czy podejmowała jakieś kroki by im pomóc.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
Autor: Agnieszka Drabikowska






Komentarze